Rumunia – bardzo pozytywne zaskoczenie
Mam okazję z rumuńskimi winami pracować od lat, a jednak wciąż mnie zaskakują. W winnicach Dobrudży na przykład, dokąd w tym miesiącu zaprasza Państwa Dom Wina, powstają niebywałe wprost merloty, których Rumunom pozazdrościć mogą najwybitniejsi producenci z Bordeaux, szczególnie zważywszy na relację jakości do ceny.
Albowiem w ostatnich kilkunastu latach rumuńskie winiarstwo przeszło prawdziwą choć cichą transformację, której efekty coraz częściej dostrzegają międzynarodowi krytycy, sommelierzy i importerzy. Powstają nowoczesne winnice, inwestuje się w najlepszy sprzęt enologiczny, a producenci coraz śmielej łączą szacunek dla lokalnego dziedzictwa z najnowszą wiedzą o uprawie winorośli i produkcji wina.
Jednym z najważniejszych czynników tego sukcesu były znaczące inwestycje po przystąpieniu Rumunii do Unii Europejskiej. Dzięki środkom unijnym odnowiono tysiące hektarów winnic, wymieniono stare nasadzenia, zmodernizowano piwnice i wyposażono je w nowoczesne urządzenia do kontroli fermentacji oraz dojrzewania win. Równocześnie pojawiło się nowe pokolenie właścicieli i enologów, często wykształconych we Francji, Włoszech czy Hiszpanii, którzy wrócili do kraju z doświadczeniem zdobytym w najbardziej renomowanych regionach świata. Ich ambicją nie było kopiowanie stylów z Bordeaux czy Toskanii, lecz stworzenie nowoczesnej interpretacji rumuńskiego terroir.


Na sukces rumuńskich win wpływa także niezwykła różnorodność regionów. Od chłodniejszych terenów Siedmiogrodu, przez wzgórza Mołdawii i Muntenii, aż po nasłonecznioną Dobrudżę czy okolice Dunaju – każdy region oferuje odmienne warunki glebowe i klimatyczne. Dzięki temu powstają zarówno świeże, mineralne wina białe, eleganckie różowe, jak i bogate czerwienie o dużym potencjale dojrzewania. Coraz większe znaczenie mają również wina musujące oraz słodkie, które zdobywają nagrody na międzynarodowych konkursach.
Dlaczego więc rumuńskie wina nadal nie cieszą się w Polsce popularnością odpowiadającą ich jakości? Powodów jest kilka.
Przez dziesięciolecia w świadomości konsumentów funkcjonował obraz taniego, masowego wina z czasów gospodarki socjalistycznej. Taki stereotyp utrwalił się mimo ogromnych zmian, jakie zaszły po 2000 roku. Drugim problemem jest niewielka obecność rumuńskich producentów w polskich mediach i restauracjach. Znacznie więcej uwagi poświęca się winom francuskim, włoskim czy hiszpańskim, a w ostatnich latach także portugalskim i gruzińskim. Rumunia pozostaje natomiast niejako pomiędzy – zbyt mało egzotyczna, by budzić ciekawość, a jednocześnie zbyt słabo promowana, by skutecznie konkurować z najbardziej rozpoznawalnymi krajami.


Dobrym przykładem nowego oblicza rumuńskiego winiarstwa jest Dropia Wines. Winnica położona w regionie DOC Însurăței w południowo-wschodniej Rumunii pokazuje, jak harmonijnie można połączyć nowoczesną technologię z poszanowaniem lokalnego środowiska i charakteru miejsca. Powstają tam zarówno wyraziste wina z rodzimych odmian, jak i znakomite interpretacje międzynarodowych szczepów. Staranna selekcja gron, ograniczanie plonów, świadome wykorzystanie beczek oraz dbałość o zachowanie świeżości i równowagi sprawiają, że wina Dropia zdobywają uznanie nie tylko na rynku krajowym, ale również za granicą. Przykładem może być Chardonnay Reserve dojrzewające w nowych rumuńskich beczkach, które łączy bogactwo aromatów dojrzałych owoców z elegancją i potencjałem dojrzewania.
Dziś Rumunia nie powinna być postrzegana jako ciekawostka ani źródło tanich win, lecz jako jeden z najbardziej dynamicznych producentów Europy. Warto więc odrzucić dawne stereotypy i spojrzeć na rumuńskie etykiety z większą otwartością. Dla wielu miłośników wina, tak jak dla mnie, mogą one okazać się jednym z najprzyjemniejszych odkryć ostatnich lat.

